Czuję się tak jakby ktoś rzucił na mnie jakąś pieprzoną klątwę. Jedno za drugim się chrzani. Do tego wszystkiego jeszcze jakby było mało nadwyrężył mi się mięsień szyjny i ból paraliżuje wręcz moje poruszanie się. Czasami z bólu już po prostu śmieję się płacząc. Kołnierz szyjny przydałby się. Marzec szybciutko minie, kwiecień - koniec roku szkolnego. Maj - matury. Cieszę się i nie cieszę. Kurwa, zaczynam się bać, ale tak zajebiście, natłok myśli mnie przeraża. Co jeśli gdzieś w tym wszystkim noga mi się powinie i moje plany szlag trafi? Co wtedy będzie? Nie, nie, nie! Przestaje myśleć w taki sposób. Musi być dobrze, nie ma innego wyjścia! Zawsze dawałam radę, dam i tym razem! :-)
Coś na polepszenie samopoczucia, orzeszki z toffi <3 pyszne! + odwiedziny mojej małej księżniczki, która przyjechała z torcikiem na moje 19-ste urodziny :*








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz